|






|
|
PRASA: Recenzje albumów
| Ireneusz Socha - recenzja albumu "The Warriors" |
 Muzyka przychodzi do mnie nie wiadomo skąd – jak sen. Komponowanie to po prostu doświadczenie życiowe, czysta fascynacja.
Jarosław Bester
Pierwsza płyta kwartetu nosiła tytuł De Profundis – zaczerpnięty z utworu na akordeon solo Sofii Gubajduliny (nb. będącego w repertuarze lidera CKB). Druga – The Warriors (od utworu The Warrior dedykowanego Johnowi Zornowi). Bester tłumaczy, iż odczuwa powinowactwo z grupą muzyków, którzy „walczą” o jakość sztuki muzycznej w sytuacji, gdy szołbiznes produkuje coraz więcej dźwiękowej tandety. Ta ma to do siebie, że robiona jest szybko i beznamiętnie, bez udziału ludzkiej wrażliwości. Jej konsumpcyjny charakter sprawia, że już po najwyżej kilkakrotnym „użyciu” trafia na śmietnik pamięci. Płyta CKB jest w tym kontekście pozytywnym protestem przeciwko takiemu stanowi rzeczy. Przeciwko pozbawionemu zaangażowania tworzeniu i odbieraniu muzyki. Przeciwko uprymitywnianiu i odzieraniu jej z piękna wyrazu opartego na klasycznym humanistycznym światopoglądzie. Jarek docenia wpływ technologii na rozwój muzyki jako całości, jednak kwituje rzecz krótko: Coraz łatwiej tworzyć dźwięki przy użyciu komputera, ale w muzyce nie ma genialnego komputera – genialny może być tylko muzyk. Okładka płyty The Warriors – stworzona na zasadzie alegorycznego kolażu przedstawiającego genezę syjonizmu w Europie Środkowo -Wschodniej – powstała w oderwaniu od koncepcji Bestera i jest osobistą wizją nadwornej plastyczki Tzadika, Heung-Heung Chin. Mimo to unikatowy dobór środków plastycznych i źródeł ikonograficznych (przedstawiających m.in. Barucha Spinozę, Teodora Herzla, Edmonda de Rothschilda i Dawida Elye, sofera z Annopola, drewnianą synagogę ze Śniadowa, Kozaków, członków Chibat Cijon oraz postacie z obrazu Maurycego Gottlieba Dzień pojednania, i odwzorowanych odręcznie, nie maszynowo) stanowi udaną ilustrację muzyki zespołu.
Kompakt The Warriors przynosi muzykę będącą w sensie estetycznym kontynuacją płyty poprzedniej, lecz bardziej zdecydowaną, bardziej ufną w siłę swojego oddziaływania i dzięki temu mocniejszą (The Warrior, Klezmer Rhapsody, The Amorous Dance of the Orchid, The Fortress, Recollections of the Past). Inklinacje liryczno-medytacyjne ujawniają się w dwóch kompozycjach – The Prayer i Memento Mori. Ciekawie wypada debiut kompozytorski Olega Dyyaka Klezmer Caravan: osobliwie acz udanie wiążący argentyńskie tango z arabeską i słowiańsko-żydowską rzewnością. Moim faworytem jest świetliście rozedrgana i kipiąca energią Rapsodia klezmerska (osobiście wolę wykonania koncertowe tej kompozycji) z „telegraficznym” tremolo Jarka, często stosowanym na płycie. Przeplatające się misternie rytmy i motywy tego utworu są niczym dźwiękowa wycinanka godna nożyczek Marty Gołąb.
Ireneusz Socha © 2003 |
|
|
|
|
|
|
|